Za siódmym regałem

Była kiedyś recenzja, w której czytelnik uciekł się do metafizyki i udowodnił, że książka nigdy nie istniała. Słuszność rozumowania okazała się pozorna, ale autorkę skazano za fałszerstwo.

Nudzą się tylko na jawie

To nie jest opowieść o dorastaniu – Harriet nie lubi książek, w których dzieci dorastają i, zakochawszy się, porzucają przygody dla jakiejś nudnej ukochanej[1]. Zamiast nich czyta Wyspę skarbów, a potem, w basenie, udaje rozbitka. Straszy rówieśników czarnym znakiem, niekiedy nawet wszczyna bójki. Gdy ma kłopoty, podrabia pismo nauczycieli. Pływa, przeklina i łobuzuje, aż wreszcie, owładnięta tęsknotą do wielkich czynów, postanawia rozwikłać rodzinną zagadkę.


Tym miastem rządzą dżiny i kierowcy

Rysując Delhi, pomyśl o drodze, jaką pokonywał słoń Śahdźahana, aby dotrzeć do sklepu ze słodyczami. Sprawdź, ile siwowąsych kotów śpi na dziedzińcach. Wysłuchaj podróżnika, ale mu nie dowierzaj; wiesz przecież, że nie należy nigdy mylić miasta ze słowami, które je opisują.[1] Zaufaj kordegardom i niezamiecionym werandom – pokażą ci, czyje włosy pobielały, a czyje siłą odcięto. Nie zasłaniaj uszu, kiedy stare rezydencje kaszlą, nawdychawszy się spalin. Kichnięcia zapowiadają niezwykłą opowieść.

Dziwi się, więc czyta

Ależ ona jest wścibska! Otwiera cudze listy miłosne, podsłuchuje średniowiecznych władców. Zjawia się nieproszona w Pompejach i odchodzi tuż przed zagładą. Jak jej nie wstyd? Gady, choć bywają jadowite, zasługują przecież na szacunek. Motyle nie plotkują; milczą, zazdrośnie strzegąc swoich tajemnic. A Szymborska, pozbawiona skrupułów, zagląda do ptasich gniazd. Wszystko ją zdumiewa, więc o wszystkim czyta. Czyta i dziwi się jeszcze bardziej.


W Krainie Czarów dzieci nie grymaszą

Nigdy nie lekceważ czegoś, co jest pomarańczowe: ani marmolady, ani tablicy informacyjnej. Nie zamykaj oczu, ujrzawszy dziewczynkę w dyniowej sukience. Nie mrugaj. Inne kolory płowieją, ale morelowe łakomstwo trwa wiecznie (przegrywa z nim nawet wschodzące słońce). Jesienią, kiedy głód się nasila, kapitulują liście. Między drzewami rozbrzmiewa marchewkowy śmiech, dziecięcy i zdradliwy. Nie łudź się, w Krainie Czarów serca więdną jak kwiaty.


Książęta Rozpruwacze

Myślisz, że Persefona nie odkryła podstępu? Przyjęła owoc, blada i drżąca – i niewinna? Pod ziemią okrucieństwa wydają się równie potworne, co fascynujące. Jęki zagłuszają matczyny głos, a cienie trzymają mocniej niż ludzkie dłonie. Wracając na powierzchnię, Persefona nie zapomina: śmierć jest matką piękna. Kwiaty nie zachwycałyby, gdyby nie więdły. Tragedii nie da się uniknąć, inaczej nie byłaby tragedią. Ikar wie, czym grozi nieposłuszeństwo. Leci wyżej, chce więcej: mieć, czuć, przeżyć. Upada; żeglarze dostrzegą jedynie niezgrabne ptaszysko. Upada, bo tego wymaga mit.


Requiem dla smoka

Zamknij oczy i wysłuchaj smoczego koncertu: dworskich plotek, nagłych, złowieszczych pomruków (trzeba znać mootyę, by je zrozumieć), flecistki władającej cudzymi uczuciami, ballady o kochankach, którzy nie uciekli, i rycerzach, którzy się zestarzeli, chichotu księżniczek lub płaczu odmieńców, wieczornych modlitw lub przekleństw, jakie wykrzykują Synowie świętego Ogdy, d-mollując zegary.