Za siódmym regałem

Była kiedyś recenzja, w której czytelnik uciekł się do metafizyki i udowodnił, że książka nigdy nie istniała. Słuszność rozumowania okazała się pozorna, ale autorkę skazano za fałszerstwo.

babki z prochów

Pan Jasper niedomaga. Dlaczego? Czyżby planował morderstwo swojego siostrzeńca, Edwina? Czy to nieodwzajemnione uczucie tak go dręczy? A może winą za jego stan należałoby obarczyć opium? Edwin Drood znika bez śladu. Czy został zamordowany, czy uciekł? Kto ponosi odpowiedzialność za tę tragedię? Porywczy Neville Landless? Róża, wieloletnia narzeczona, z którą rozstał się dzień wcześniej, doszedłszy do wniosku, że łączące ich niegdyś uczucie wygasło? Jego wuj?

Miejscem akcji (czy też głównym bohaterem, jak piszą niektórzy badacze) jest Cloisterham, staroangielskie miasto z katedrą, w którym dzieci robią babki z prochów sióstr. Na gałęziach tutejszych drzew siadają gawrony: opanowane, klerykalne ptaki. Starsi mieszkańcy nie wierzą w nadejście nowego, jednocześnie nie rozpływając się w zachwytach nad starym - ponure dostojeństwo okolicy nieraz wydaje im się męczące. Śledząc poczynania osób biorących udział w tej historii, czytelnik może (między innymi) zwiedzić Dom Zakonnic albo wybrać się na nocny spacer po cmentarzu miejskim.

Nie brakuje w książce barwnie odmalowanych bohaterów. Pan Sapsea wykonuje takie ruchy rąk, jakby zamierzał bierzmować osobnika, z którym właśnie rozmawia. Pan Grewgious z kolei nieomal wierzy, że urodził się stary. Pan Honeythunder nie zna się na żartach. Durdles, kamieniarz, po wielu latach zajmowania się nagrobkami i grobowcami przejął od nich barwę. Cierpi również na grobatyzm; każdy, kto będzie łaził wśród grobów przez większość swojego żywota, dowie się, na czym polega to schorzenie. Co więcej, daje pewnemu wyrostkowi pół pensa za zagnanie siebie - przy pomocy kamieni, dodajmy - do domu po zmierzchu.

Dickens, wnikliwy obserwator rzeczywistości, uzupełnia gruntowne, sugestywne opisy miejsc, przedmiotów i osób elementami satyry. Komizm często opiera się na dziwactwach poszczególnych bohaterów (przypadłość Durdlesa, na przykład), potęgując tym samym atmosferę pełną tajemnic, niepokoju. Bywa, że autor puszcza oko w kierunku czytelnika w samym środku narracji. Pytając, czy może być coś piękniejszego od starszej damy o lśniących oczach, zaraz dodaje: z wyjątkiem młodszej. Po lekturze ciśnie mi się na usta jedno pytanie - czy nierozwiązana tajemnica nie odwróciła uwagi widza od literackich walorów powieści? Czy nie lepiej byłoby zastąpić zawzięte poszukiwania mordercy kolejną przechadzką po Cloisterham?

Nieukończona powieść zajmuje dwieście sześćdziesiąt osiem stron. Ponadto, książka zawiera notatki Dickensa (dwanaście stron), uwagi Charlesa Williamsa i Sidneya Castela Robertsa oraz napisaną w formie dramatu relację Chestertona z przebiegu procesu głównego oskarżonego. 

Charles Dickens, Tajemnica Edwina Drooda, s. 396, Replika, Zakrzewo 2010

21 komentarzy:

  1. Swojego czasu przeżywałam zafascynowanie Dickensem. Moją ulubioną powieścią tego autora wcale nie zostały jednak najsławniejsze jego dzieła, ale niepozorna "Mała Dorrit".

    Z przyjemnością przypomniałabym sobie jeszcze raz książki tego pisarza, a niedokończoną "Tajemnicą Edwina Drooda" bardzo mnie zaciekawiłaś.

    Coś ostatnio zapanowała moda na wydawanie niedokończonych dzieł, jednak "Tajemnica..." wydaje się książką niezwykłą, bo wprost nie wyobrażam sobie z jaką trudnością pozostawił nas Dickens, jednocześnie zapewniając sobie miejsce w historii - nie móc poznać zakończenia kryminału, to tak jakby utknąć w nim na wieki, wciąż głowiąc się nad rozwiązaniem zagadki :)

    Chyba się dam skusić ś.p. Panu Dickensowi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo się cieszę, że wróciłaś :D

    Dickensa uwielbiam, jednak ta książka jeszcze nie wpadła mi w łapki, więc czas to zmienić ^^

    Cudowny szablon!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dickensa czytałam tylko "Opowieść wigilijną" i "Wielkie nadzieje". Może czas nadrobić? Ale jeśli tak, to chyba powinnam najpierw zabrać się za "Klub Pickwicka", "Olivera Twista" albo "Davida Copperfielda".

    OdpowiedzUsuń
  4. Dickensowskie smaczki! - narracyjne pogaduchy z czytelnikiem, takie uroczo złośliwe lekko;) i bohaterowie zakręceni jak korkociąg. Skopiowałam sobie Twój opis tych dziwaków (na użytek własny, czyli ku przypomnieniu i zestawieniu z czymś podobnym). I nie wpadłabym na grobatyzm, upodobnienie kolorystyczne do nagrobków i babki z prochów zakonnic. A to wcale nie powieść gotycka, tylko poczciwy dobry Charles...

    Kasjeusz! Więcej nie wpadaj w takie tarapaty. Trzymaj się zdrowia jak rzep. Obawy najzupełniej niesłuszne.
    Pozdrawiam!
    ren

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba najbardziej w niej intryguje to, że jest niedokończona. Tak to. Sama nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hah, jak ja lubię te Twoje recenzje, notki i odczucia, związane z literaturą. Zawsze mnie wciągasz do swego świata - znakomicie byłoby mieć taką osobę za przyjaciela, z którym zawsze można pogadać :)

    Za Dickensa niedługo sama się biorę, ale mam w planach inną pozycję...

    ps. Zastanawiałam się, gdzie Cię pognało na tak długo i mam nadzieję, że już wszystko dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tego autora czytałam tylko "Opowieści z Narnii" i nie wiem czy w najbliższym czasie chcę to zmieniać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dickens... oooo... to musiałbym się wrócić do swojego dzieciństwa :)
    Ale on zawsze gdzieś tam w mojej świadomości jest. Ostatnio odżył za sprawą filmu Romana Polańskiego (chodzi oczywiście o Olivera Twista), który jakimś trafem wpadł mi do ręki.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Powieść, która się nie kończy? Nigdy?? Gdyby nie chodziło o Dickensa, to bym pewnie odebrała to jako ostrzeżenie i omijała z daleka. Ale tego autora zbyt sobie cenię, lubię jego humor i jego tkliwość - bardzo emocjonalnie podchodził do swoich historii - by spisać kawałek jego tekstu na straty. Zostawię sobie może ten tytuł na sam koniec znajomości ;)

    I zdrowia życzę!

    OdpowiedzUsuń
  10. Za Dickensem nie przepadam... Ale cieszę się, że jesteś z powrotem :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam nadzieję, że już wszystko w porządku. Tak właśnie sądziłam, że coś się musiało stać, skoro Ciebie tak długo nie ma.
    Cieszę się, że znów jesteś xD

    Dickens, no proszę. Nie znam tej książki.
    Do dziś pozostaję "zakochana" w "Klubie Pickwicka".

    Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego dobrego!^^

    OdpowiedzUsuń
  12. [jej ale wszystko dobrze już?] :c

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam nadzieję, że dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Coś chyba jednak nie tak - długo Cię nie ma...

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja też się martwię...
    Pozdrawiam (i niech zadziała funkcja magiczna języka, czyli: niech się stanie, co mówię).
    Może to ma jakąś dobrą stronę. Że na przykład czytasz jakiegoś Prousta albo łykasz rzeczy chudsze za to więcej tytułów. Jak by nie było - czytelnicy są wyposzczeni.
    Lessie, wróć.

    ren

    OdpowiedzUsuń
  16. co z tobą, nie ma cię już tyle czasu!

    OdpowiedzUsuń
  17. Wróciłam, a ciebie nie ma, mam nadzieję, że wrócisz prędzej czy później, bo zabraknie recenzji do podziwiania.
    [co do Dickensa - narobiłaś mi smaku, postaram się przeczytać]

    OdpowiedzUsuń
  18. a ja mam tego autora ciągle przed sobą :) ale mam w planach inną jego książkę

    OdpowiedzUsuń
  19. Czyli każdy sam może sobie dopisać zakończenie..:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Książki nie czytałam ale na pewno po nią sięgnę przy najbliższej okazji.Twoja recenzja zachęciła mnie do przeczytania tej książki.Dodałam się do obserwowanych ponieważ bardzo podoba mi się Twój język i styl pisania recenzji.Jeśli chcesz dodać się do obserwowanych u mnie będzie mi bardzo miło.Serdecznie zapraszam na:
    www.in-world-book.blogspot.com
    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na kolejną recenzję.

    OdpowiedzUsuń
  21. Uff! Już się bałam, że ta recenzja Dickensa to będzie właśnie David Copperfield :D A tu proszę! Opium? Morderstwo? Porwanie? Kamieniarz od nagrobków? No muszę przyznać, że nie spodziewałam się takich rzeczy po tym autorze! Może faktycznie zaczęłam od złej książki :D

    OdpowiedzUsuń