Za siódmym regałem

Była kiedyś recenzja, w której czytelnik uciekł się do metafizyki i udowodnił, że książka nigdy nie istniała. Słuszność rozumowania okazała się pozorna, ale autorkę skazano za fałszerstwo.

czy gorszę cię, bracie?

Piętnastego sierpnia, w dzień Wniebowzięcia, Castel Rodriguez przeżywało wielki dzień. Wszyscy mieszkańcy miasta, przywdziawszy odświętne stroje, wyszli na ulice, aby powitać dwie znane osobistości: kapitana Jego Królewskiej Mości oraz jego brata, biskupa Segowii. Na czele pochodu powitalnego stanęli rajcy, tuż za nimi - przedstawiciele Kościoła i szlachty. Z kolegiaty zaczęły dobiegać pierwsze dźwięki Te Deum.

Wielki dzień dla mieszkańców Castel Rodriguez okazał się być jeszcze większym dniem dla szesnastoletniej Kataliny. Kiedy bowiem w żarliwym zapamiętaniu modliła się przed wizerunkiem Przenajświętszej Panienki o odzyskanie władzy w nodze, podeszła do niej piękna nieznajoma (Moryska, nowa chrześcijanka? a może Maryja we własnej osobie?) i obiecała, że ten syn Juana Suareza de Valero, który najlepiej służył Bogu, wróci jej zdrowie.

Juan, jak to czasem w baśniach bywa, miał trzech synów. Czy Blasco, wspomniany już biskup Segowii, niegdyś inkwizytor Świętego Oficjum w Walencji, uzdrowi Katalinę? Ludzie nazywają go prawdziwie świętym. Czy też Manuel - rycerz Calatravy, lat czterdzieści, śmiałe oko, butna postawa - zostanie obdarzony tym zaszczytem? Marcina, zwyczajnego piekarza, można chyba wykluczyć.

Tych, który po lekturze powyższych akapitów obawiają się powieści nazbyt banalnej i jednowątkowej, uspokajam: Maugham potrafi zaskoczyć. Kiedy historia zdaje się dobiegać końca, nowe intrygi wzbudzają ciekawość czytelnika. Poza wymienionymi wcześniej bohaterami poznajemy wiecznie zajętą przeoryszę Beatriz oraz Marię, matkę Kataliny, zarabiającą na życie wyszywaniem w złocie i w srebrze wizerunków świętych. Sama Katalina to przeurocza dziewczyna. Wesoła, żywa, a przy tym pobożna, wysoka na swój wiek, włosy czarne, policzki nieustannie zaróżowione. Jej edukacją zajmował się wuj Domingo, mężczyzna o wyjątkowo złej reputacji. Za młodu hulaka: porywczy, z zamiłowaniem do hazardu. Wydalony z uniwersytetu za sprośne rymy przeciw Jego Magnificencji, przyłączył się do grupy wędrownych komediantów.

Warto też zwrócić uwagę na bohatera zbiorowego, jakim są mieszkańcy miasta. Ludzie niezwłocznie kupujący znoszony habit biskupa - w nadziei, że ochroni ich przed chorobą. Rozsierdzony tłum, który w chwili zwątpienia okrzyknął Katalinę czarownicą. Mężczyźni opowiadający w karczmie o tym, jak ich biskup lewitował nad ołtarzem w kaplicy Mariackiej.

Narrator czasem ironizuje. Inkwizytora nazywa człowiekiem miłosiernym, pragnącym jedynie zbawienia dusz wiernych. I zaraz dodaje, że w przypadku ciężarnych kobiet, Blasco nakazywał zwlekać z torturami aż do rozwiązania. Dowiedziawszy się, że przesłuchiwani nierzadko umierają po dwustu cięgach, ograniczył chłostę do stu. Nikt nie żałował zmarłych równie mocno, co on.

Wielbiciele dramatu hiszpańskiego z pewnością uśmiechną się na wzmiankę o „feniksie epoki”. Lope de Vega odgrywa niemałą rolę w historii Dominga, który każdą wolną chwilę poświęcał na układanie sztuk teatralnych.

W. Somerset Maugham, Katalina, s. 254, Świat Książki, Warszawa 2010

2 komentarze:

  1. Interesujące.
    Do tego pisarza się przymierzam. Ale jeszcze nie nadszedł czas, jak sądzę.

    Pozdrawiam ciepło!
    L

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam "Księżyc i miedziak" Maughama i wspominam z przyjemnością. Lubię serię, w której ŚK wydał "Katalinę" za przypominanie niesłusznie zapomnianych i pokrytych kurzem perełek.

    OdpowiedzUsuń