Za siódmym regałem

Była kiedyś recenzja, w której czytelnik uciekł się do metafizyki i udowodnił, że książka nigdy nie istniała. Słuszność rozumowania okazała się pozorna, ale autorkę skazano za fałszerstwo.

książki, książki, książki

Słodkie ciastka w kształcie książek i wyrwane strony w charakterze serwetek. Uliczni kuglarze żonglujący opasłymi tomami. Wycieczki śladami twórców. Sklep mający w ofercie jedynie rękopisy leworęcznych poetów. Wszystko to znajdziecie w Mieście Śniących Książek.

Autorem powieści (i narratorem, za pomocą którego poznajemy całą historię) jest Hildegunst Rzeźbiarz Mitów. Walter Moers natomiast przełożył tekst z języka camońskiego i dodał własne ilustracje. Takie mistyfikacje literackie nie są rzadkie i występują w wielu odmianach. Przykładowo, Borges w Analizie twórczości Herberta Quaina omawia nieistniejące dzieła fikcyjnego autora.

Nie jest to książka dla ludzi o słabych nerwach. Jeśli do nich należycie, natychmiast przerwijcie lekturę i udajcie się z powrotem do biblioteki. Wszystkiego dobrego, baby! Tego rodzaju ostrzeżenia stanowią popularny (czy skuteczny?) chwyt marketingowy. Lemony Snicket (Daniel Handler) odstrasza czytelników w następujący sposób: poczytajcie sobie lepiej coś innego. Ta książka nie tylko nie kończy się szczęśliwie, ale nawet szczęśliwie się nie zaczyna, a w środku też nie układa się za wesoło.

Umierając, Dancelot Tokarz Sylab zdradza swojemu wychowankowi, że jest w posiadaniu najwspanialszego tekstu w całej camońskiej literaturze. Kiedy Hildegunst odnajduje ów tekst, natychmiast przekonuje się, że to prawda: każde słowo z rękopisu znajduje się na właściwym miejscu. Przezwyciężywszy depresję twórczą - przecież on sam nigdy nie napisałby czegoś tak perfekcyjnego! - wyrusza w ślad za tajemniczym autorem do Księgogrodu.

Wystarczy przetrzymać początkowe napady kichania, aby móc cieszyć się atrakcjami miasta. A jest ich niemało! Ponad pięć tysięcy antykwariatów i ponad tysiąc półlegalnych księgarenek. Ściany domów pomalowane w figury bohaterów ze znanych powieści. Do zamówienia w restauracji: Sałatka Sylabiczna z makaronu w literki. Księgogród wydaje się być rajem dla miłośników literatury. Ten, kto dotrze na Cmentarz Zapomnianych Poetów, zmieni jednak zdanie na jego temat. Nędzarze wykopują tam doły, w których siedzą i tworzą poezję na zawołanie turystów, dostając w zamian trochę drobniaków. Zniechęcającą może się również okazać wizyta na Jadowitej Uliczce, gdzie mieszkają krytycy do wynajęcia. 

Pod miastem rozciąga się labirynt pełen książek. Jedynie najwięksi śmiałkowie, tacy jak Kolofonus Deszczblask, sławny łowca książek, mają odwagę wejść do katakumb. Bibliotekę w kształcie labiryntu opisywał wcześniej Umberto Eco w Imieniu róży (zainspirowany nieskończoną jak wszechświat biblioteką Borgesa).

Wkrótce na scenę wkracza oczytany antagonista o złych zamiarach (kultura i degeneracja, jak pisze Moers, nie wykluczają się nawzajem). Pragnie zlikwidować wszelką sztukę, marzy mu się świat, w którym będzie istniała jedynie rzeczywistość. Jego metody przerażają - za pomocą muzyki chce zmieniać słuchaczy w niewolników. Jak wyglądałaby Camonia po wprowadzonych przez niego zmianach? Odpowiedzi można szukać chociażby u Huxleya.

Bohaterowie powieści nie są ludźmi. Czytelnik poznaje istoty zwierzokształtne (jedni przypominają psy, inni - smoki) i całe mnóstwo dziwacznych stworów (przeraźnice). Niektóre - jak homunkulus, niezwykle inteligentny człowieczek stworzony przez alchemików - mają swój początek w literaturze średniowiecznej. Skoro o stwarzaniu mowa, w Mieście Śniących Książek pojawiają się sugestywne opisy tego procesu. W jednym z nich buchemicy powołują do życia (przy pomocy własnej krwi, dodajmy) gigantyczną kreaturę z papieru, aby chroniła miasto przed wrogami. Monstrum, nazwane Czarnym Człowiekiem, obraca się przeciwko swoim twórcom. Czyżby daleki krewny Frankensteina?

Uważny czytelnik dostrzeże też motywy wampiryczne. Uliczni handlarze sprzedający zainteresowanym krew prawdziwych pisarzy. Król Cieni, który unika światła słonecznego, bo w jego promieniach zaczyna płonąć. Przemienianie czernidła drukarskiego w krew i krwi w czernidło drukarskie. 

O Królu Cieni mówi się, że bronią z papieru zabija łowców książek w katakumbach. Czy książki naprawdę niosą ze sobą niebezpieczeństwo? Któregoś dnia Hildegunst - niczym król Junan (z Opowieści o rybaku i dżinnie) pragnący śmierci mędrca Rujana - przekonuje się o trujących właściwościach niektórych stronic. 

Miasto Śniących Książek to dzieło synkretyczne. Fragmenty utworu Dancelota O rozkoszach ogrodu w komiczny sposób naśladują dyskurs naukowy. W rozmyślania Hildegunsta zaś wpleciono dialogi przedstawione w formie dramatu i żartobliwe rymowanki. 

Powieść została opatrzona intrygującymi, szczegółowymi ilustracjami. Ponadto, Moers - podobnie jak Pratchett - często umieszcza przypisy objaśniające camońską geografię, historię i kulturę. Zawiera w nich odniesienia do nieistniejących książek (czasem odsyła też do reszty cyklu), potęgując tym samym spójną wizję świata przedstawionego.

Walter Moers, Miasto Śniących Książek, s. 456, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2006

14 komentarzy:

  1. Niedawno do domu wróciłam, a tu proszę - kolejny wpis! (chociaż subskrypcja nie działa...) I to jaki!

    Świetnie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety nie dla mnie

    OdpowiedzUsuń
  3. Czyli nie tylko ja zauważyłam podobieństwo labiryntu pod Miastem Śniących Książek do biblioteki z Imienia Róży! Pokusiłam się nawet o to porównanie ostatnio na maturze i ilekroć komuś później o tym fakcie napomknęłam, to byłam wyśmiewana. A teraz mam nadzieję, że jednak to nie był taki olbrzymi błąd :-)
    Niemniej mnie ta książka nie zachwyciła tak bardzo jak Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Trochę inna tematyka, niż zazwyczaj czytam, ale podoba mi się. : )

    OdpowiedzUsuń
  5. Absolutnie ubóstwiam tę powieść. Tłusta, o książkach, o smokach, pięknie wydana i jeszcze taka klimatyczna - jedno wielkie cudo. Aż sobie chyba zaraz pójdę odświeżyć lekturę z tej radości... ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam parę recenzji tej książki i strasznie mnie one zaintrygowały, Twoja dodatkowo zachęca mnie do sięgnięcia po nią, i mam nadzieję, że na wakacje uda mi się ją zdobyć.

    OdpowiedzUsuń
  7. To ja, kot Cezar! ;) Zrobiłam sobie krzywdę i przeczytałam recenzję i teraz mi się chce. Niech te wakacje już przyjdą!
    Co do Kafki, "Przemiany" nie czytałam - bo "Proces" był moim pierwszym podejściem do pisarza. I nie pamiętam niestety pierwszego zdania. Natomiast trochę to sobie w głowie ułożyłam, bo wcześniej miałam straszne poczucie, że nie zrozumiałam "Procesu" do końca, a przecież nie ma gorszego uczucia dla mola książkowego, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyznam, że miałam kiedyś książkę z biblioteki, ale jakoś nie zaskoczyło. Może nie był to na nią odpowiedni czas ? Cenię sobie nawiązania do innych książek/utworów wewnątrz jednej powieści. Może spróbuję raz jeszcze - jak spotkam w biblio ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Książka gdzieś zapisana, ale i tak zapomniana. Wykopałam Gombrowicza i jego "Zbrodnię z premedytacją"

    OdpowiedzUsuń
  10. Jaki tam błąd! Z całą pewnością w obu powieściach występuje motyw biblioteki jako labiryntu. Sama przy takim temacie przywołałabym nie tylko Borgesa, ale i Moersa (innych utworów z tym motywem jeszcze - chyba; możliwe, że o jakimś zapomniałam - nie poznałam).

    Malito, super, że odezwał się kolejny zauroczony czytelnik - już zaczęłam tracić nadzieję! ;) Czytałaś też inne książki tego autora?

    Cezarze! Nie śmiem twierdzić, że przejrzałam jakąkolwiek przeczytaną książkę na wylot. ;) W trakcie ponownej lektury nieraz dopisuję nowe spostrzeżenia na marginesach.

    Pozostaje zatem czekać na wakacje, żebyście mogli przeczytać MŚK. :) Zachęcam. I dziękuję za wszystkie komentarze!

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj dawno mnie u ciebie nie było:(
    Wchodzę i dech mi zapiera w piersiach. Książka dziwna a zarazem ciekawa, intrygująca. Ze wstydem muszę przyznać, że wcześniej o niej nie słyszałam, ale teraz mam wielką ochotę ją przeczytać:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam Moersa! Znam na razie tylko dwie jego książki, ale w Camonii i jego rysunkach zakochałam się po uszy:))) Wspaniałe historie;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo uwielbiam! ;)
    Czytalas Kota Alchemika? Jesli nie, przeczytaj koniecznie! Pozdrawiam
    PS. Juz odpowiedzialam u mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Coraz więcej fanów twórczości Moersa, jak widzę. :) Zgadzam się: rysunki są niesamowite. I pełne szczegółów!

    "Kota alchemika" kupiłam razem z "Miastem Śniących Książek" - przeczytałam i wciąż mam ochotę na więcej! Niedługo poszukam pozostałych książek tego autora.

    OdpowiedzUsuń