Za siódmym regałem

Była kiedyś recenzja, w której czytelnik uciekł się do metafizyki i udowodnił, że książka nigdy nie istniała. Słuszność rozumowania okazała się pozorna, ale autorkę skazano za fałszerstwo.

ondobrzerukuje

Życie powinno naśladować sztukę, nie sądzicie? Czasem tak się dzieje: niespotykane imię bohaterki pochodzi z powieści pod tytułem Przygody Zeldy Roberta Edwarda Francillona, Zelda zaś obcina włosy jak Berenika.

Opis małżeństwa Fitzgeraldów ma charakter literacki. Jest to, jak podkreśla Fowler, fikcja oparta na życiu realnych osób. Autorka starała się zachować wszystkie ustalone fakty, ale jej głównym celem było stworzenie portretu psychologicznego (przy użyciu narracji pierwszoosobowej). Przed lekturą należy zapomnieć o powszechnych opiniach dotyczących opisywanej pary. Jeśli myślicie, że Scott jest tylko alkoholikiem, a Zelda - tylko wariatką, przyjrzyjcie się uważniej.

Czytelnik poznaje Zeldę w 1918 roku. Osiemnastoletnia dziewczyna nie dba o uwagi matki - gdy tylko wychodzi z domu, z ulgą zrzuca pantofle i pończochy. Chłopcy ją lubią, bo często opowiada śmiałe dowcipy i pozwala się całować, jeśli akurat ma na to ochotę. Po jednym z występów baletowych, w których brała udział, podchodzi do niej porucznik Scott Fitzgerald.

On się składa wyłącznie ze słów

Żaden ze znanych Zeldzie chłopców nie interesuje się szczególnie książkami, cieszy ją zatem możliwość rozmowy o ulubionych powieściach (należy do nich m.in. twórczość Kiplinga). Chętnie przegląda również maszynopisy rozdziałów. Kiedy nowy znajomy długo nie dzwoni, panna Sayre dochodzi do wniosku, że Scott - jak każdy pisarz - składa się wyłącznie ze słów.

Na początku są to głównie komplementy. Zakochani jedzą w łóżku śniadania złożone z owoców, kremu oraz babeczek i myją zęby w tej samej łazience. Wraz z upływem czasu jednak wypowiadane słowa stają się gorzkie i szorstkie. Nie może mi się prawie udać, mówi Scott, podporządkowując całe swoje życie tworzeniu dzieł doskonałych. Chce, by jego utwory były zarówno popularne, jak i wartościowe. Po każdym kolejnym niepowodzeniu coraz częściej sięga po alkohol.

Mężczyzna ukazany przez Fowler nie wzbudza sympatii. Jeśli kobieta utrzymuje dom w porządku i dba, by pięknie wyglądać, gdy mąż wraca z pracy, jeśli go kocha, wspiera i zachęca - oznajmia Fitzgerald - ma zajęcia aż nadto. Nie uzgodniwszy tego z żoną, powiadamia Emersona, że Zelda nie weźmie udziału w filmie, bo tęskni za macierzyństwem. Chorobliwie zazdrosny, robi jej wyrzuty z powodu spotkań z innymi mężczyznami. Zamiłowanie ukochanej do malarstwa nazywa błahą rozrywką.

Sami piszemy dla siebie role

Fitzgeraldowie stają się powszechnie znani. Kelner, zobaczywszy Scotta rozdającego autografy innym klientom (którzy, co warto podkreślić, wzięli go za aktora), zaraz podchodzi z taką samą prośbą. Następnie pyta: proszę mi przypomnieć, jaki jest tytuł pańskiej książki?

Już od pierwszego rozdziału Fowler podkreśla rolę plotki w kształtowaniu się legendy osobowości. Kapitan Haskins wypytuje, czy panna Sayre naprawdę chodzi wokół basenu w kostiumie kąpielowym w kolorze ciała. Scott denerwuje się, kiedy słyszy o spotkaniach żony z Łarionowem. Jak to wygląda? Kobieta włócząca się po mieście z mężczyzną, który nie jest jej mężem? Niektórzy czytelnicy gazet zazdroszczą Fitzgeraldom wystawnego życia, inni krzywią się z niesmakiem, słysząc o kolejnym skandalu. Nie da się zwalczyć plotek, stwierdza Zelda, trzeba z nimi współdziałać.

Autorka porusza problem autokreacji. Scott prowadzi demonstracyjny styl życia, ponieważ chce przedstawić siebie w określony sposób, chce zwiększyć grono odbiorców. Przeprowadza ze sobą fikcyjne wywiady i żąda, by Zelda grała rolę żony sławnego autora. To gra, wyjaśnia. Najważniejsze, że sami piszemy dla siebie role.

Zelda jednak chce być sobą - nie Rosalind, nie posłuszną córką czy panią Fitzgerald. Nieustannie dąży do samorealizacji poprzez sztukę: tańczy, pisze opowiadania i recenzje do gazet, maluje. Występy baletowe umożliwiają bohaterce wcielanie się w różnorodne role - inne niż jej własna. Bycie sobą oznacza także bycie postacią, którą grasz na scenie, zauważa Scott.

Skąd wiadomo, że jest się pisarzem

Łarionow twierdzi, że Zelda ma umysł artysty. Trudno temu zaprzeczyć: bohaterka prowadzi dziennik, wysyła długie listy do przyjaciółek i recenzuje książki męża. Kiedy Scott zastanawia się, jak zatytułować najnowszą powieść, to ona mu podpowiada: Wielki Gatsby. Sporo dialogów w utworach Fitzgeralda pochodzi bezpośrednio z jej zapisków, a słynne słowa Daisy (mam nadzieję, że będzie głupia - to najlepsza rzecz dla kobiety na tym świecie: być pięknym głuptaskiem) wypowiada Zelda tuż po porodzie.

Poranek z życia pisarza - Scott wyrusza do kawiarni w poszukiwaniu innych autorów, którzy podobnie jak on z zapałem komentują cudzą twórczość, samemu nie tworząc zbyt wiele. Zelda również nie jest usatysfakcjonowana. W żadnej dziedzinie nie odnosi spektakularnego sukcesu, jej pierwsze opowiadanie natomiast wychodzi pod nazwiskiem męża. Fitzgeraldów zatem łączy poczucie niespełnienia. 

Nieumalowane i niecałowane usta

Emancypacja odgrywa w powieści dużą rolę. Osiemnastoletnia Zelda wie, ilu zasad powinny przestrzegać dziewczęta. Wyprostowane plecy. Nieumalowane (i niecałowane!) usta. Wyprasowana spódnica. Skromna mowa. Czyste myśli. Sara, przyjaciółka głównej bohaterki, uczęszcza na wykłady o seksuologii i prowadzi kampanię na rzecz praw kobiet. Poznana na Capri Nicola opowiada o Safonie, Lesbos i zmiennym pociągu seksualnym. Zdaniem cioci Julii zaś emancypacja oznacza, że tym bardziej należy się starać o własne sprawy.

Flapperki, nowoczesne i niezależne dziewczyny, zdobyły ogromną popularność w latach dwudziestych, do czego przyczyniła się - między innymi - twórczość Fitzgeralda. Sprzeciwowi wobec tradycyjnych konwencji obyczajowych towarzyszył charakterystyczny styl: brak gorsetu, sukienki niepodkreślające biustu ani talii, fryzura zwana bobem, mocny makijaż.

Wąsik, który pomaga w pisaniu

Ktoś mógłby zapytać, co to znaczy ondobrzerukuje. To znaczy - wyjaśnia córce Zelda - że zdaniem tatusia początkujący pisarz ma talent, ale nigdy nie będzie tak dobry jak tatuś.

Autorka potrafi rozbawić. W jednym z utworów Scotta młodzi Fitzgeraldowie (czy też ich fikcyjne odpowiedniki) występują jako para niepotrafiąca zarządzać pieniędzmi i mająca z tego powodu wiele kłopotów. Właśnie tegośmy się z mamą obawiali, pisze pan Sayre w kilka tygodni po publikacji. Innym razem zakochani rozmawiają o wojnie. Bunny wrócił cały, zauważa Scott. I Bishop, i Biggs. W odpowiedzi słyszy: prawda, ale twoje nazwisko zaczyna się inną literą, więc nie miałbyś tak lekko.

Bohaterka w dowcipny, ale i błyskotliwy sposób komentuje opisywane wydarzenia. Każdy, nawet Scott, może stać się obiektem jej żartów (przykładowo, Zelda nie sądzi, by zapuszczany przez męża wąsik pomagał mu w pisaniu).

Therese Anne Fowler, Z. Powieść o Zeldzie Fitzgerald, s. 416, Amber, Warszawa 2013

22 komentarze:

  1. Brzmi to wszystko bardzo zachęcająco. Fabuła jest bardzo ciekawa, więc chętnie przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapowiada się ciekawie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wielkiego Gatsbiego nie mogłam strawić. Koszmarnie przerelklamowna książka. Ale historię Fitzgeraldów chętni przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ile w tym Nicole Diver, a ile Zeldy tak naprawdę w Nicole? Wiesz może?

    Kiedyś przeczytam, żeby się dowiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie napisane.

    A oprawa graficzna wpisu - intrygująca ; )

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszy mnie fakt, że autorka potrafi rozbawić czytelnika. Ten aspekt skutecznie mnie zachęca do sięgnięcia po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  7. ciekawie brzmi fabuła i pomysł na książkę. lubię takie książki z dawnych czasów, jeśli można tak powiedzieć, w sensie, że tak jak powyżej 1918 rok. dobrze, że autorka umie rozbawić, lubię książki, które bawią :)

    na swiatkasiencjusza nowy post :)

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny tekst, zachęcił mnie do zajrzenia do książki.

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękna recenzja, książki nie znam, a o "takiej" parze chętnie poczytam. Świetnie wybrane podtytuły!

    OdpowiedzUsuń
  10. Wreszcie doczekałam się takiej długiej recenzji u Ciebie oraz więcej Twoich odczuć, gdy pisałaś, że autorka potrafi rozbawić. Czuję się zainteresowana ;)

    Czym jest to cudo koło książki na zdjęciu? Kubek?? Przecudowny. Uwielbiam wszystko w cupcake theme :) Mam takie pudełka, świeczkę, pudełko na biżuterię... a babeczki jutro robię hehe :)

    OdpowiedzUsuń

  11. Bardzo ciekawa recenzja. Zarówno jej forma, jak i treść:)
    Zaskoczyłaś i zainteresowałaś mnie znowu ciekawą, nieznaną mi książką:)

    OdpowiedzUsuń
  12. piä, myślę, że niektóre rzeczywiste szczegóły, zachowania i epizody, pojawiwszy się w prozie Fitzgeralda, zaczynają żyć własnym życiem. Zelda niejednokrotnie bywała inspiracją. Przebywała w szpitalach psychiatrycznych, zdiagnozowano u niej schizofrenię. Nicole romansuje z Tommym, Zelda - z Jozanem.
    Warto zaznaczyć, że "Czuła jest noc" to (literacka) wersja Fitzgeralda, Fowler natomiast przedstawia wersję Zeldy. I źródeł problemów swojej bohaterki szuka w innych miejscach niż wcześniejsi interpretatorzy.

    Na zdjęciu widać dzbanek pełen gorącej herbaty. :)

    Bardzo się cieszę, że was zachęciłam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale ten dzbanek jest zaskakujący xD

    OdpowiedzUsuń
  14. Hmmm... Może, choć chwilowo nie pociąga mnie ta książka...

    OdpowiedzUsuń
  15. O, ależ to sztuka naśladuje życie! :) Ale zgadzam się, gdyby życie bazowało na wartościowych dziełach literackich byłoby znacznie bogatsze :) Pewnie dlatego tyle czytamy :) Tytuł zanotowany, piszesz o nim świetnie! Tak bardzo, że już bym chciała mieć pod ręką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nazwałabym tego naśladownictwa jednostronnym, relacje między sztuką a życiem są bardziej złożone.

      I dziękuję za miłe słowa. :)

      Usuń
  16. Witam serdecznie i zapraszam do mojego autorskiego wyzwania: Czytam książki wydane przed 1990 rokiem

    Tutaj szczegóły:
    http://skrytkaslow.blogspot.com/2013/06/nowe-wyzwanie-czytelnicze-czytam.html

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. moja znajomość Fitzgeraldów ogranicza się obecnie do słuchania audiobooka Wielkiego Gatsby'ego. nie powiem jednak, żeby nie byli dla mnie interesujący. czas pokaże co z tej znajomości wyjdzie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Witaj, nowy post na swiatkasiencjusza.blogspot.com :)
    Zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Wstyd mi się przyznać, ale o tej słynnej parze usłyszałam po raz pierwszy podczas oglądania ,,O północy w Paryżu". Niemalże od razu małżeństwo Fitzgeraldów zakotwiczyło mi gdzieś wewnątrz głowy i do tej pory nie pozwoliła się stamtąd wyrzucić. Nie mam więc wyjścia - ,,Wielki Gatsby" oraz ,,Przygody Zeldy" nie będą musiały na mnie długo czekać.

    OdpowiedzUsuń
  20. Anonimowy20/6/13

    Jestem jakaś Fitzgeraldo-odporna. Właściwie przyznam się, że nie czytałam dotąd "Wielkiego Gatsby'ego" - ale nie z własnej winy, po prostu nie mogę go utrafić w bibliotece, a nie mam zamiaru kupować czegoś, o czym nie wiem, czy mi się spodoba.
    A póki nie przeczytam "Wielkiego Gatsby'ego", nie będę się brała za żadne książki o autorze (bądź jego żonie ;)). Zdaje mi się, że należy najpierw poznać największe dzieło pisarza, zobaczyć, co ma do powiedzenia ;)

    nefrytowykot, aka Juliusz Cezar

    OdpowiedzUsuń
  21. Wiesz, Kocie, nie zawsze przestrzegam tej kolejności: najpierw przeczytałam biografię Marylin Monroe, potem obejrzałam kilka filmów z jej udziałem, biografię Nałkowskiej wypożyczyłam dawno temu, nie znając jeszcze jej książek itd. :)

    Dziękuję za wszystkie komentarze!

    OdpowiedzUsuń