Za siódmym regałem

Była kiedyś recenzja, w której czytelnik uciekł się do metafizyki i udowodnił, że książka nigdy nie istniała. Słuszność rozumowania okazała się pozorna, ale autorkę skazano za fałszerstwo.

miasto-kleszcz

Poinformowany o znalezieniu ciała przez grupę nastolatków, inspektor Borlú, mieszkaniec Besźel, przybywa na miejsce zbrodni. Kim była ofiara? Mimo rozwieszonych w pośpiechu zdjęć nikt jej nie rozpoznaje. Któregoś dnia nieznany mężczyzna dzwoni z Ul Qomy, aby przekazać informacje na temat zmarłej. Kobieta o ekscentrycznych poglądach. Ciekawska. Zadawała niewłaściwe pytania, co skutkowało awanturami na konferencjach. Angażowała się w politykę. Ale Borlú, nie chcąc stać się winnym przekroczenia, nie może wykorzystać tych wiadomości.

Besźel i Ul Qoma to dwa miasta zajmujące mniej więcej ten sam obszar. Znalazłszy się w jednym z nich, nie wolno dostrzegać mieszkańców tego drugiego. Nietrudne zadanie, jeśli spaceruje się ulicami w całości należącymi do Besźel albo do Ul Qomy; w miejscach przeplotowych jednak należy zachować szczególną ostrożność, pragnąc przeoczyć każdego obcego przechodnia. Ten, kto nie przestrzega wymienionej zasady, dopuszcza się przestępstwa zwanego przekroczeniem.

Mieszkańcy obu miast mogą się spotkać w Hali Łącznikowej, międzymieściu. Politycy, przedstawiciele prawa i naukowcy przyjeżdżają tutaj, aby rozstrzygać spory dotyczące korzystania ze wspólnych zasobów: sieci energetycznych, kanalizacji. Plan tego olbrzymiego gmachu przypomina labirynt - poszczególne pokoje znajdują się w Besźel, w Ul Qomie, w obu miastach jednocześnie albo w żadnym z nich. Przestrzeń w prozie Schulza ulegała podobnym deformacjom, prawda? Autor nie ukrywa źródła inspiracji: fragment Sklepów Cynamonowych mówiący o ulicach sobowtórach stanowi motto powieści.

Ostrzegam wszystkich pragnących spędzić wakacje w Besźel albo w Ul Qomie: turystę czeka tam egzamin poprzedzony kilkutygodniowym szkoleniem. Podróżnym nie wolno w żaden sposób okazywać, że widzą sąsiednie miasto. Nic się nie stanie, jeśli kątem oka dostrzegą zagraniczny budynek, ale już okrzyk zachwytu grozi interwencją Przekroczeniówki i deportacją.

Wczesne lata besźanskich i ulqomańskich dzieci wypełnia intensywna nauka odczytywania sygnałów. Uczą się rozpoznawać stroje, dozwolone kolory i sposoby chodzenia. Wszyscy muszą przestrzegać prawa. Nieważne, czy jesteś sprawcą międzymiejskiego wypadku samochodowego, czy próbujesz nakarmić bezdomną cudzoziemkę, popełniasz przestępstwo. Nie wiadomo, co się dzieje z osobami złapanymi przez Przekroczeniówkę. Jednego można być pewnym: to nie jest zwyczajna instytucja. Jej członkowie dysponują przerażającymi (i nieograniczonymi?) mocami, dzięki którym osiągają wyniki godne podziwu. Jeśli mówią, że ktoś przekroczył, to znaczy, że przekroczył.

Zbierając informacje o zmarłej, Borlú trafia do kwatery głównej unifikacjonistów, przedstawicieli radykalnej organizacji dążącej do zjednoczenia (przy użyciu przemocy, jak twierdzą niektórzy) Besźel i Ul Qomy. Kobieta wypytywała ich o przesądy i miejskie legendy. Miała prawdziwą obsesję na punkcie Orciny, legendarnego trzeciego miasta ukrytego w strefach spornych. Niedostrzegalni obywatele Orciny chodzą po ulicach i nadzorują wszystkich. Unifikacjoniści, obawiając się, że nieznajoma ściągnie im na głowę Przekroczeniówkę, zerwali z nią kontakt.

Czy powstawanie podobnych ugrupowań świadczy o nastrojach rewolucyjnych? Detektyw Dhatt - jak i wielu innych - nie wyobraża sobie unifikacji. To byłaby katastrofa! Pewnie, trzeba utrzymywać dobre stosunki z sąsiadem, współpracować, gdy zajdzie taka potrzeba, ale połączyć miasta? Bez przesady. Żaden szanujący się ulqomanin nie chciałby zostać kimś innym. 

Co teraz: przesłuchiwać kolejne osoby czy powierzyć dochodzenie Przekroczeniówce? Oczywiście, jeśli uda się przekonać do tego Komisję Nadzoru. Mało to policjantów chciałoby się pozbyć kłopotliwych spraw? Członkowie Komisji podejmują decyzję na podstawie zebranych dowodów - kiedy istnieje podejrzenie przekroczenia, przekazują dokumenty zgromadzone w trakcie badania przestępstwa.

Strzelaniny, tajemnicze zniknięcia, pościg - czytelnik nie ma prawa narzekać na nudę! Wyjątkowe miejsce akcji czyni te wydarzenia niezapomnianymi. Przykładowo, besźański policjant ścigający ulqomańskiego zbrodniarza nie może na niego spojrzeć, aby nie popełnić przekroczenia. Biegną zatem obaj, każdy w swoim mieście. Absurdalnych sytuacji jest wiele. Przestępca uniknie pojmania, zachowując równowagę między Besźel i Ul Qomą (czyli nie będąc ani w jednym, ani w drugim) - policjanci bowiem nie opuszczą ojczyzny, by go aresztować.

Miasto i Miasto zawiera elementy czarnego kryminału. Cała historia została napisana w pierwszej osobie z inspektorem jako narratorem. Borlú - niczym Marlowe - działa w chaotycznym, zdeprawowanym świecie pełnym narkomanów, nieuczciwych polityków i bezdomnych śpiących w zaułkach. Bohater nie zawsze zachowuje się tak, jak mogliby się spodziewać jego współpracownicy. Ponura rzeczywistość sprawia, że często zagląda do kieliszka. Determinacja mężczyzny połączona z inteligencją i odrobiną szczęścia jednak przynosi zdumiewające rezultaty. 

Dochodzenie w sprawie morderstwa wkrótce przeradza się w coś większego. Miéville przedstawia dwa (trzy?) miasta i granice między nimi, odkrywając przed czytelnikiem rozmaite mechanizmy społeczne. Zbieranie dowodów przybiera również formę postępowania wewnętrznego. Możesz to uznać za swój proces, mówi jeden z bohaterów do inspektora (nie sposób nie pomyśleć tutaj o słynnym utworze Kafki). Nic dziwnego, że Borlú zaczyna się zastanawiać, czy to nie on popełnił przekroczenie, które próbuje zbadać. Może jest tylko policjantem prowadzącym śledztwo w sprawie własnej zbrodni?

Za kolejną wskazówkę interpretacyjną należy uznać wspomnianą przez głównego bohatera konferencję poświęconą pracy policji w podzielonych miastach (takich jak Berlin). Zajścia, których świadkiem (lub uczestnikiem) zostaje bohater, czasem przywołują na myśl wydarzenia historyczne: podział Berlina na Wschodni i Zachodni, blokadę zachodnich sektorów miasta.

Źródłem zła jest społeczna deprawacja. Bohaterowie nieustannie wspominają o zubożałych dzielnicach, nigdy nie pochylając się nad tym problemem. Borlú korzysta z pomocy bezdomnej dziewczynki, jakby to było coś oczywistego Spotkanie z nią nie pobudza do refleksji. Mieszkańcy przeoczają zarówno obywateli sąsiedniego miasta, jak i wszechobecną nędzę.

China Miéville, Miasto i miasto, s. 392, Zysk i S-ka, Poznań 2010

33 komentarze:

  1. Spodobała mi się recenzja.. możliwe, że książka dla mnie:)
    Cieszę się, że oczko ci się podobało:P Za niedługo mam nadzieję, że ukończę cały portret i wstawię go na bloga:P pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Oho! Ja tu wietrzę coś dla siebie... ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Strzelaniny, tajemnicze zniknięcia, pościg- to coś zdecydowanie dla mnie, gdyż lubię takie dynamiczne, intrygujące klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaciekawionam niepomiernie ;) Do wyliczanki wspólnych motywów od siebie mogłabym chyba dodać jeszcze jeden - w "Przez ciemne zwierciadło" Philipa K. Dicka, o ile mnie pamięć nie myli (a czytałam to daaaawno) główny bohater śledził samego siebie, choć miało to związek z narkotykami. To mi się skojarzyło ze śledzeniem własnej zbrodni ;)

    Przeczytałam "Krystynę" i ja cię, to było niesamowite! Mam na myśli, bardzo naturalne i realistyczne, tak się wciągnęłam że zmienił mi się system myślenia na średniowieczny na kilka dni ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, niemało tu nawiązań do Dicka. Nie jestem znawczynią jego twórczości (czytałam tylko dwie powieści), ale też to dostrzegam. Na okładce pojawia się sformułowanie: literacki odpowiednik "Łowcy androidów". Widziałam film i potwierdzam, zwłaszcza klimat jest podobny.

      Nic dziwnego, "Krystyna..." nie bez powodu należy do klasyki! Co (kto?) następne? "Karin, córka Monsa"? ;)

      Usuń
    2. Ja się swego czasu zaczytywałam w Dicku, ale "Łowcę androidów" jakoś ominęłam ;)

      Następne będzie to, co mi wpadnie pierwsze w ręce, jakoś nigdy nie udawało mi się trzymać planów czytelniczych, więc z nich w końcu zrezygnowałam. Ale "Karin" będzie wśród książek wypatrywanych, a nóż widelec wkrótce ją złapię? :)

      Usuń
  5. No no no. Intrygujące. Może dlatego, że to świetna recenzja.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie słyszałam o tej książce, a okładka sprawiła, że myślałam, że to powieść fantastyczna (przeoczyłam pistolet). Myliłam się, co pokazała Twoja recenzja.
    Myślę, że to powieść mogłaby spokojnie znaleźć miejsce na mojej półce (i nie tylko, bo i w rękach). Dopisuję ją do listy.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pomyliłaś się! :) Deformacje przestrzenne, bliźniacze miasta, tajemne moce Przekroczeniówki - nie znajdziesz tego w prozie realistycznej.
      Książki tego autora często zalicza się do fantastyki (podobno on sam lubi określenie "weird fiction"). "Miasto i miasto" opiera się na schemacie powieści kryminalnej, zawiera elementy noir czy urban fantasy (ze względu na miejsce akcji).

      Usuń
  7. Kolejna książka z motywem jakiegoś odizolowanego miasta z dziwnym prawem, coś na kształt "Igrzysk śmierci". :) Kryminały zdobywają moje serce, a zaciekawiłaś mnie swoją recenzją, więc myślę, że nie mam nic do stracenia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te dziwaczne prawa wzbudzają niepokój, czasem śmiech. ;) Ale "Igrzyska..." - o ile się nie mylę - przedstawiają świat po katastrofie. Nie przeczytałam książek Collins (do końca), więc nie mogę porównywać.

      Usuń
  8. Widzę, że książka ma niesamowity klimat. Warto więc zajrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  9. O, na kryminał zawsze jestem chętna:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zachęciłaś mnie tą dziwną formą recenzji. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te dziwne, aczkolwiek bardzo ciekawe i ujmujące formy recenzji to standard na tym blogu:)
      Zawsze są świetne i dopracowane, zawsze opisują ciekawe, zupełnie inne książki niż te, które znajdujemy na większości blogów. Książka wydaje się być ciekawą, ale trudną pozycją i nie wiem czy po nią sięgnę...:)

      Usuń
    2. Dziękuję (chociaż "dziękuję" wobec tylu miłych słów chyba nie wystarcza)! :)

      Usuń
  11. Trudno mi teraz powiedzieć, czy sięgnę po tę książkę. Motywy wykorzystane przez autora rzeczywiście są ciekawe, ale, przyznaję się bez bicia, nie przepadam za literaturą fantastyczną.

    OdpowiedzUsuń
  12. Okładka książki jest zarąbista. Z chęcią bym po nią sięgnęła, temat wydaje się byc bardzo ciekawy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Na temat książki się nie wypowiem (nie czytałam), ale masz bardzo ładny wygląd bloga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że ci się podoba! Ostatnio coraz więcej blogerów wybiera białe tło, zaczęłam się zastanawiać, czy czegoś u siebie nie zmienić. ;)

      Usuń
  14. Z jednej strony brzmi ciekawie, z drugiej trochę dziwnie - no chyba żeby miejsc akcji i występujących w nich zasad nie traktować jak coś, co mogłoby wystąpić w naszym świecie. Chociaż ta dziwność może też być mocną stroną książki - dzięki niej nie będzie ona traktowana jak zwykły kryminał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zdecydowanie nie jest zwykły kryminał! Owszem, opiera się na schemacie powieści kryminalnej (w ogromnym skrócie: trup-śledztwo-fałszywe tropy-odkrycie sprawcy), ale prowadzone dochodzenie nieustannie pobudza do refleksji. Bez obaw, ludzie nie latają, nie rzucają zaklęć. Wprost przeciwnie - częste odniesienia do popkultury zwiększają wiarygodność całej historii.
      Oczywiście, najlepiej będzie, jeśli o wszystkim przekonasz się na własnej skórze (do czego zachęcam!). :)

      Usuń
  15. Bardzo intrygująca fabuła i interesująca recenzja. Czuję się skutecznie zachęcona :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Zachwycająca i zapierająca dech w piersi :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Narobiłaś mi na nią ochoty :-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie wiem, czy jest to książka dla mnie, ale chętnie się przekonam:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Zdecydowanie coś dla mnie!!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Właściwie to o tym, że są to nawiązania do przeszłości Lisbeth, dowiadujemy się dopiero w dwóch następnych częściach. W pierwszej pojawiają się one dwa razy i ja osobiście, byłam tym wytrącana z równowagi, bo z jednej strony skupiałam się fabule, a z drugiej zastanawiałam się "co ma piernik do wiatraka?!". Były to bowiem kilkusekundowe wątki nie mające nic wspólnego z rzeczą dziejącą się tu i teraz. Także dla mnie było to dość głupie posunięcie. A poza tym do filmowej Lisbeth nie mam absolutnie nic. Wręcz przeciwnie. Właśnie tak ją sobie wyobrażałam. Poza tymi drobnymi potknięciami postać jest dość wiernie odtworzona. Wolę ją jednak w tym "bardziej naturalnym wydaniu". Myślę, że gdy film obejrzysz zrozumiesz co mi chodzi. :)

    Tak czytam i czytam i książka chyba nie dla mnie. Czuję fantastykę czy mi się wydaje? Poza tym nawiązania do Dicka dodatkowo mnie od niej odpychają. Myślę, że ją sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  21. Jaka rzeczowa i wyczerpująca recenzja! Aż chce się czytać:) Jak dla mnie książka jest rewelacyjna!

    OdpowiedzUsuń
  22. Jestem pod ogromnym wrażeniem Twojej recenzji, już dawno nie czytałam czegoś równie dobrego. Naprawdę zaintrygowałaś mnie tą książką,mam ochotę pójść natychmiast do sklepu i ją zakupić :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Rewelacyjna recenzja, muszę przeczytać tę książkę!

    OdpowiedzUsuń
  24. Ciekawie się zapowiada. : D

    OdpowiedzUsuń
  25. Jak zawsze dziękuję za wszystkie komentarze - po tylu miłych słowach aż chce się pisać! Jeśli odwiedzicie Besźel albo Ul Qomę, dajcie znać. ;)

    OdpowiedzUsuń