Za siódmym regałem

Była kiedyś recenzja, w której czytelnik uciekł się do metafizyki i udowodnił, że książka nigdy nie istniała. Słuszność rozumowania okazała się pozorna, ale autorkę skazano za fałszerstwo.

Skarga (na) macochy

Była złą macochą. Dumną i zarozumiałą. Nie mogąc wykarmić dzieci, porzuciła je w lesie. (Ojciec się zgodził). Rozkazała myśliwemu, aby zabił pasierbicę, zazdrościła bowiem dziewczynie urody. (Ojciec milczał). Zmuszała do ciężkiej pracy, drwiła, przezywała. (Ojciec nie reagował). Kochała tylko własną córkę, brzydką i leniwą, ale rodzoną.

Skrzynia pełna robaków, zaproszenie na ślub znienawidzonej królewny, niekończący się taniec w rozżarzonych trzewikach – taką to nagrodę odebrała zła macocha za swoje czyny. Zniknęła, nieszukana przez nikogo, albo spłonęła wśród przeraźliwych wrzasków. Przegrała. I nie zaznało spokoju jej nikczemne serce.


Co, jeśli pasierbica jest wampirzycą, królowa natomiast ochrania poddanych (Tanith Lee, Red as Blood, or Tales from the Sisters Grimmer)? Bianka wystrzega się luster i nie opuszcza komnat, dopóki nie zajdzie słońce. Wyglądem przypomina upiora: skóra biała jak śnieg, usta czerwone jak krew, włosy czarne jak heban. Opowiadając, Lee uwydatnia czerwień, podczas gdy bracia Grimm podkreślają biel (zazwyczaj symbolizującą czystość, niewinność).

Neil Gaiman również zauważa, że królewna żywi się krwią – najpierw ojca, potem mieszkańców lasu (zob. Szkło, śnieg i jabłka). Poznawszy rodzinny sekret, macocha rozpoczyna desperacką walkę. Próby zgładzenia potwora jednak nie przynoszą rezultatów. Bohaterka (i narratorka zarazem; Gaiman, zaznaczmy, oddaje głos władczyni) umiera, a wraz z nią ginie prawda. Baśnie piszą zwycięzcy.

Skąd się wzięły plotki o zazdrości? Topaz (Dodie Smith, Zdobywam zamek) doradza pasierbicom, one zaś odwzajemniają zaufanie. Kobiety, twierdzą zgodnie, muszą trzymać się razem. Kiedy więc Rose wybiera się na przyjęcie u bogatych Cottonów, Topaz życzy jej wszystkiego dobrego. Uśmiechnięta, przygotowuje elegancką sukienkę dla dziewczyny. Nie stroi się – ten wieczór należy do Rose.

Każdej macosze dokucza samotność. Synowie dorosną i zajmą się gospodarstwem (lub polegną podczas długotrwałych wojen), córki wezmą ślub. Uczucie męża, początkowo niewidzącego świata poza nową królową, niebawem osłabnie. Tymczasem miłość ojcowska wzrośnie. Dziwactwa ukochanej jedynaczki zostaną wybaczone (nie znosi słońca, bo ma wrażliwą cerę, biedactwo), zachcianki spełnione. Cień pierwszej żony, niezapomnianej pani domu, przyćmi dokonania następczyni.

Jedynie przyjaźń z pasierbicą uszczęśliwia bohaterkę. Jolanda uwielbia Magadin, Magadin uwielbia Jolandę (Catherynne M. Valente, Opowieści sieroty). Im częściej rozbrzmiewa śmiech macochy, tym szybciej blednie wspomnienie zmarłej matki. Jolanda przekazuje ulubienicy wiedzę magiczną, a Magadin naśladuje charyzmatyczną mistrzynię.

Gdzie książę nie pomoże, tam macochę poślij. O ile czarnoksiężnicy przeprowadzają okrutne eksperymenty, gnębią wieśniaków i szukają niewolnic, o tyle czarownice (pamiętajcie: macochy zawsze są czarownicami) nie szkodzą niewinnym, rzucają zaklęcia obronne. Szkolą czasem adeptki, którym powierzają sekrety swojego rzemiosła. Oczarowują mężczyzn.

Nie stoją całymi dniami przed lustrem – warzą mikstury, malują, jednoczą królestwa. Wykształcone (mówią „speculum, speculum” zamiast „lustereczko, lustereczko”) i przebiegłe, sprawują pieczę nad krainą. Marzenia nie przysłaniają im rzeczywistości. Choć tęsknią za rodziną, sumiennie wykonują obowiązki. Szorują podłogę, aż będzie czysta. Chcą czuć się potrzebne.

Los nie oszczędza złotowłosej Indis (J. R. R. Tolkien, Silmarillion). Pasierb jej unika, mąż, rozdarty między dwiema elfkami, nieżyjącą i żyjącą, zajmuje się wyłącznie synem. Potomni oskarżają: gdyby nie obecność Indis, historia rodu potoczyłaby się inaczej, sprawy przybrałyby lepszy obrót (przeczą temu zasługi Galadrieli, wnuczki Indis).

Strzeżcie się macochy, mawia piastunka. Gdy przyjedzie, skończą się dobre czasy, skończą się ciastka i wygody, same zobaczycie. Ale druga żona króla okazuje się cichą, łagodną kobietą, wystraszoną bardziej niż dziewczynki oczekujące złośliwej jędzy (C. S. Lewis, Dopóki mamy twarze). Boi się nieznajomych, obcej ziemi, małżeństwa. Boi się i wkrótce, wyczerpana porodem, umiera.

Była macochą. Złą, dopiszą baśniopisarze.

51 komentarzy:

  1. O rety, to zdecydowanie nie dla dzieci ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja macochę zawsze kojarzyłam tylko z czystym złem. Chyba zaczęło się od Królewny Śnieżki, potem Kopciuszka i jeszcze z Opowieści z Narnii. Muszę przeczytać Opowieści sieroty.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak widzę słowo "macocha" od razu kojarzę to ze złem i Królewną Śnieżką i Kopciuszkiem, i chyba nic nie zmieni mojego zdania, że macochy są złe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to nic, a mój post? ;) A Gaiman, Smith, Valente?

      Usuń
  4. Macocha nie zawsze musi być zła. Niekiedy okazuje się lepsza niż matka...

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak sobie w trakcie czytania próbowałam wymyślić kontrprzykłady do Twojej notki i... nie udało mi się, ku wielkiemu zaskoczeniu. W dobie mody na retellingi jest to dość dziwne - przywołałaś kilka przykładów, ale zważywszy na to, ilu złym macochom możnaby teraz oddać głos, to zadziwiająco mało. To dziwne, bo w dobie rozwodów i wielokrotnych małżeństw mnóstwo dzieci ma macochy i zdaje się, że motyw powinien ożyć. Ale twórcy, zwłaszcza historii masowo uwielbianych, popularnych animacji czy bestsellerowych książek, wolą samotnych ojców (samotne matki jakoś nie są tak popularne, co też jest ciekawe, bo mam wrażenie, że w rzeczywistości trafiają się częściej).

    Z drugiej strony, zawsze w przypadku Śnieżki czy Kopciuszka zastanawiało mnie, gdzie był ponoć kochający ojciec. Ojca tej pierwszej jeszcze można tłumaczyć, bo raz, ze koronowane głowy raczej same się swoim potomstwem nie zajmują, a dwa, że ta konkretna zła macocha z tego co pamiętam nie dręczyła pasierbicy tylko utrzymywała pełen niechęci dystans (przynajmniej, dopóki dzieciak nie podważył jej pozycji najpiękniejszej w całym królestwie). Ale ojciec Kopciuszka? Co prawda w najbardziej znanej wersji macocha zagania dziewczynę do garów dopiero po jego śmierci, ale przecież ojciec musiał coś wcześniej zauważyć (nawet jeśli żona była tak świetną aktorką, to przecież miała głupie córki, które na pewno by się wygadały) i powinien na taką okoliczność dziewczynę zabezpieczyć. Ale widać bycie ostatecznym życiowym safandułą to okoliczność usprawiedliwiająca...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda! Chciałabym, żeby na półkach księgarskich pojawiło się więcej książek z - nie tyle dobrą, co wielobarwną - macochą w roli głównej. Żeby wreszcie pozwolono tym bohaterkom przemówić (spośród wymienionych przeze mnie utworów tylko u Gaimana macocha jest jednocześnie narratorką).
      Ojciec Kopciuszka patrzył, jak druga żona odebrała jego córce piękne suknie i zastąpiła je łachmanami, dokuczała, zaganiała do ciężkiej pracy, widział to wszystko i, jak podkreśliłam w pierwszym akapicie, nie reagował. Co więcej, sam nazywał biedną dziewczynę Kopciuszkiem (np. "a ty czego chcesz, Kopciuszku?"), a było to przezwisko nadane przez siostry przyrodnie.
      Inni też nie świecili przykładem. Ojciec Jasia i Małgosi uległ namowom żony, by porzucić dzieci. Macochę przedstawiono jako bezduszną kobietę, która za karę umiera, ojciec zaś miał wyrzuty sumienia, więc doczekał się szczęśliwego zakończenia. Chyba nie trzeba więcej dodawać, bracia Grimm utrwalili negatywny wizerunek macochy.

      Usuń
  6. Świetny tekst :) Dla mnie po obejrzeniu Once Upon a Time zła macocha ma na imię Regina i zrobi wszystko dla swojego dziecka, nawet spróbuje przejść na jasną stronę mocy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię Reginę! Ale to nie tylko (zła) macocha, bo i (zła) królowa, i (zła) czarownica. Pamiętam, jak pewnego razu powiedziała: I was always the Queen, you added "evil" to my name. :)

      Usuń
  7. Sama rysowałaś tę złą macochę? Jeśli tak, to moje gratulacje, bo rysunek-arcydzieło.

    OdpowiedzUsuń
  8. Różnie z macochami bywa, nie zawsze najgorzej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Samo słowo macocha ma dla mnie olbrzymi, negatywny ladunek. I chyba nigdy tego skojarzenia nie wyrzucę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Całkiem nieźle także poużywał sobie na baśniach Sapkowski w swoim Wiedźminie:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Źli albo słabi ojcowie zazwyczaj wybierają sobie złe kobiety, które staja się złymi macochami. Bajkopisarze od dawna to wiedzieli ;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Macocha przez wiele produkcji filmowych i bajkowych jest kojarzona negatywnie. Sama też mam mało pozytywne skojarzenia z tym tytułem osobowym.

    OdpowiedzUsuń
  13. "Wrota" i "Wrota 2" Mileny Wójtowicz by Ci się pewnie spodobały ;). Mówiłam Ci już to?

    OdpowiedzUsuń
  14. Napisałam już komentarz, ale go hmm... zjadło.
    Taki obraz macochy tak bardzo się zakorzenił w kulturze, że samo słowo nabrało chyba na zawsze pejoratywnego zabarwienia. "Ojczym" nie ma już takiego wydźwięku. Świetny tekst i ciekawy temat. Bardzo podobają mi się też przywołane przez Ciebie przykłady, bo wspominasz o książkach, które czytałam z wielką przyjemnością (jak "Zdobywam zamek" czy "Dopóki mamy twarze"). A już najbardziej mnie ujęłaś "Opowieściami sieroty", bo to piękna i niezwykła książka, a przecież niezbyt znana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Opowieści sieroty" to moja ulubiona książka! :) Widziałam twój najnowszy wpis i a) chyba mamy podobny gust, b) cieszę się, że polecasz twórczość Valente - te powieści zasługują na rozgłos.

      Usuń
  15. Bardzo świetne masz to przekrojowe podejście do różnych motywów! Wielkie gratulacje.
    I szczerze mówiąc, nie przychodzi mi na myśl od razu żadna pozytywna postać macochy... cóż, baśniopisarze-zwycięzcy zrobili swoje.

    OdpowiedzUsuń
  16. Też mi się Macocha kojarzyła z "ta Złą".

    Czyżby złe zakończenie? W baśniach jak ta? Pierwszy raz słyszę...

    O macochach-wiedźmach chętnie bym poczytała. :D Nie wiedziałam, że wszystkie posiadają magiczną moc. :D

    Ostatni wers - genialny. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Czyżby złe zakończenie?" - Masz na myśli Gaimana, tak? Owszem, u niego macocha umiera, mimo że nie jest antagonistką. Retellingi nie zawsze pozostają baśniami, a ich autorzy/autorki czasem zastępują szczęśliwe zakończenie tragedią.
      O macochach-czarownicach przeczytasz m.in. w "Opowieściach sieroty". :) Polecam!

      Usuń
  17. Kasjeuszku, na jakikolwiek temat piszesz, robisz to wspaniale. Niechby więcej takich tekstów było na blogach!

    OdpowiedzUsuń
  18. Macocha zawsze kojarzyła mi się z jakimś koszmarem, chyba właśnie przez te bajki z dzieciństwa ^^

    OdpowiedzUsuń
  19. Rzeczywiście z macochy zawsze robili "tę złą", jakoś tak się przyjęło. Ale zaciekawiły mnie te książki, chciałabym zobaczyć to z innej perspektywy ;>
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  20. Ach te macochy... Niby zawsze są to negatywne charaktery. Ale w praktyce jak się okazuje nie zawsze są tymi "złymi" :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Dzięki za Twoje typy! O bajkach z Disneya w ogóle nie pomyślałam... I oczywiście, Judy Garland - Paris is a lonely town zasługuje na uznanie :) Piękna piosenka.

    panna-alka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Świetny, świetny tekst. Archetyp macochy jest rzeczywiście bardzo ciekawy, choć mocno negatywnie się kojarzy. Podobnie jak ty i Moreni, czekam na jakiś retelling z bardziej złożoną macochą!

    Podrzucisz ten wpis do Rusty Angel? Ona będzie robiła zbiorczą notkę :) Fajnie żeby twój tekst też się tam pojawił :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ciekawy tekst. Zupełnie nowe spojrzenie na stare baśni i ich stereotypy. Szczególnie początek i zachowanie ojca w nawiasach spodobały mi się .
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. Lubie takie postaci. Złe macochy od razu kojarzą mi się z Kopciuszkiem.
    Super tekst!

    OdpowiedzUsuń
  25. Z macochami jest jak z teściowymi - chyba trudno być zarówno jedną jak i drugą. Może dlatego przeważają złe obrazy tych kobiet, i to nie tylko w literaturze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ciekawe porównanie - może następnym razem napiszę o teściowych! ;)

      Usuń
  26. Hej, mogę dołączyć ten wpis do wyzwania?

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie wiedziałam tyle o macochach, ale fakt, okryte są złą sławą :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie patrzyłam na to w ten sposób, ale faktycznie, przecież macochy nie zawsze są złe. Często to pasierbice tworzą taki obraz swojej "ukochanej" przybranej matki ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Chwała ci i sława za Silmarillion! Właśnie czytam, kolejny już raz :3
    Zdecydowanej większości książek nie czytałam. Wcześniej pisałam, że smocza kompilacja mi się bardzo podobała - ale ta ją chyba przebiła. Zwłaszcza "Dopóki mamy twarze" i "Opowieści sieroty" mnie kuszą, bo słyszałam o nich wcześniej, ale nie udało mi się dorwać.
    Podoba mi się też, że zwracasz mimochodem uwagę na ojców w bajkach - ojciec Jasia i Małgosi zawsze wydawał mi się podejrzany, ale ojca Śnieżki dotąd odbierałam jako kolejną ofiarę, a o ojcu Kopciuszka myślałam, że już nie żył (taaak, tę bajkę znam niezbyt dobrze:D).

    OdpowiedzUsuń
  30. Dzięki za przypomnienie opowiadania Gaimana. A Twój tekst? Rewelacyjny!

    OdpowiedzUsuń
  31. Rewelacyjny tekst, świetny obrazek :D szczęka mi opadła z wrażenia :)

    OdpowiedzUsuń
  32. O jaaa tekst jest świetny!;)

    OdpowiedzUsuń
  33. Bardzo ciekawy tekst :) Co do macoch to już sama ta nazwa tak twardo brzmi. Może nawet okrutnie. Nie no co ja gadam, ale na pewno nie kojarzy się dobrze. Tym bardziej, że w bajkach to macochy zawsze były czarnym charakterem i to wszystko się utrwaliło :) A taki np.ojczym nie kojarzy się źle, nawet brzmienie jest łagodniejsze niż 'macocha' :P

    OdpowiedzUsuń
  34. Dziękuję za komentarze! Mam nadzieję, że teraz - mimo baśniowych oskarżeń i samego słowa (które rymuje się m.in. z lochą) - spojrzycie na macochę łaskawszym okiem. :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Bardzo ciekawy tekst, sama rysowałaś ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. :) Jak wspomniałam wcześniej, na rysunku widać lady Tremaine. :)

      Usuń
  36. W niektórych baśniach, bardzo, bardzo rzadko macocha nie jest taka najgorsza, ale niestety, nasza kultura kocha ten stereotyp ;)

    Masz uroczego bloga, moja droga :D

    PS Mam takie pytanie. Niezmiernie miło mi widzieć termin 'baśniologia' - pamiętam, że gdy ileś tam lat temu zaczynałam go używać (możliwe, że na innym blogu albo w artykule do jakiegoś pisma), wiele osób pytało mnie czy sama go sobie wymyśliłam. Mówiłam, że nie, ale w internecie funkcjonuje raczej w odniesieniu do zjawisk rozumianych negatywnie (często używają go ateiści, ci, z tych niesympatycznych). Fajnie wiedzieć, że komuś też to pojęcie pasuje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie spotkałam się z takim użyciem, wiesz? Taguję w ten sposób wpisy o baśniach lub o książkach wykorzystujących baśniowe motywy. :) Wydawało mi się, że –logia w takich neologizmach ma wydźwięk pozytywny, bo wskazuje na związek z nauką (kontekst oczywiście nie jest bez znaczenia). Moim tekstom daleko do artykułów krytycznoliterackich, ale baśniologia jako dziedzina zasługuje na uwagę. :)

      Interesuje mnie też muminkologia. ;) Niewykluczone, że podobnych wyrazów przybędzie.

      Usuń
  37. Cudownie! Wreszcie ktoś, kto popiera moje tezy :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Ach, niesamowity tekst! Tak go trochę odkurzam, bo widzę, że pisałaś już dawno, ale pomyślałam, że nie mogę odejść od tak ciekawie przedstawionego tematu obojętnie. :P

    Jeśli dobrze pamiętam, to gdzieś rozmawiałyśmy o Gaimanie. Wspomniane tutaj przez Ciebie jego opowiadanie troszkę mną wstrząsnęło - pozytywnie oczywiście - bo wcześniej nigdy nie myślałam zbyt długo o motywie złej macochy w rettelingach. Szkoda, bo bardzo lubię ten temat. Lubię porównywać nowe wizje autorów z pierwowzorami czy ułagodzonymi wersjami bajek. A motyw złej macochy wydaje mi się strasznie niewykorzystany. To znaczy, jasne - niektórzy autorzy sięgają po ten wątek - np. Gaiman czy Valente - ale nie spotkałam się jeszcze z bardziej dociekliwym podejściem do tematu. Nawet moja ulubiona Saga księżycowa Marissy Meyer pozostawia pierwotne założenia dobrzy-źli i nie próbuje ich burzyć. A ostatnio przecież panuje taka moda na retellingi!

    OdpowiedzUsuń