Za siódmym regałem

Była kiedyś recenzja, w której czytelnik uciekł się do metafizyki i udowodnił, że książka nigdy nie istniała. Słuszność rozumowania okazała się pozorna, ale autorkę skazano za fałszerstwo.

Gdy autorki nie ma, czytelniczki harcują

Oto cztery niedokończone opowieści. Aleksander Ashworth, bezwstydnik, który – zdaniem sąsiadów – powinien zawisnąć, prowadzi kampanię wyborczą. Dziedziczka ogromnej fortuny, faworyzowana przez nauczycielkę i nielubiana przez rówieśniczki, okazuje się ubogą oszustką. Nowożeńcy, Sarah i John Moore, przyjmują u siebie pannę Wynne oraz przyrodniego brata Johna. Nieznajoma pociesza wychłostanego chłopca.

Wkrótce a) Ashworth zasiądzie w parlamencie, fałszywa dziedziczka ucieknie i ponownie odegra zaplanowaną rolę tam, gdzie o niej nie słyszeli, pani Moore nawiąże romans ze szwagrem, nieznajoma zginie, ochraniając chłopca, b) Ashworth znajdzie naśladowców, fałszywa dziedziczka – niczym Sara Crewe (Mała księżniczka) – zostanie służącą, państwo Moore wzbogacą się kosztem wyzyskiwanych robotników, nieznajoma zaopiekuje się chłopcem, c)

Image and video hosting by TinyPic

Wszystkie nieszczęśliwe rodziny są u Brontë podobne. Mądre, dzielne sieroty zmagające się z okrutnymi krewnymi (surową ciotką lub zapijaczonym bratem), rozpieszczone dziewczęta, co nie dostrzegają pokojówek, jeśli akurat ich nie potrzebują, dyrektorki schlebiające zamożnym uczennicom, fabrykanci pozbawieni nie tylko skrupułów, ale i uczuć do żony (prawdziwą miłością obdarzają pieniądze). Takich to bohaterów spotkacie, sięgnąwszy po tę książkę.

Scenom pełnym okrucieństwa często towarzyszą personifikacje nieuchronnego losu. Opisując krzywdę wyrządzaną dzieciom, autorka przywołuje postacie mitologiczne (np. Mojry, Tyche). Śmiech czy ból, cnota czy występek, niewzruszona bogini przędzie dalej. Przeznaczenia się nie uniknie.

Ulgę przynosi literatura. Mali chłopcy czytają Robinsona Crusoe i zapominają o głodzie. Spragnieni przygód (najlepiej morskich), kontynuują własną robinsonadę. Powieści, dodajmy, tworzą pomost między przedstawicielkami różnych stanów społecznych. Kiedy panna Ashworth przyłapuje Ellen na studiowaniu angielskiej prozy, daje służącej dzieła Scotta i Byrona.

Spośród akapitów wyłania się kolejna niedokończona historia. Narratorka przedstawia się jako kobieta niedoświadczona, nieobyta. Kronikarka, nie biografka i nie beletrystka (gdyby zmyślała, sprawiedliwiej traktowałaby protagonistkę). Pisze, aby ożywić wyobraźnię. Przytacza zasłyszane rozmowy, ujawnia tajniki swojego rzemiosła. Poucza (zapamiętaj, zastanów się, nim kogoś osądzisz) albo zaprasza (wejdź i się rozgość). Słowem, czuwa nad nami.

Pozory mylą. Mary, uważana za wyniosłą, pomaga młodszym koleżankom, wiecznie uśmiechnięta żona ukrywa zmartwienia. Portretując Ashwortha, Brontë uwzględnia sprawozdania podwładnych i wysiłki autokreacyjne. Aleksander ma wiele twarzy. Jednym wydaje się nieobliczalnym ekscentrykiem, drugim – aroganckim, rozrzutnym szubrawcem. Jeszcze inni chwalą jego zdolności muzyczne. Ile osób, tyle opinii.

Anioł, twierdzą wrażliwi parafianie; diabeł, zaprzeczają dzierżawcy. Wielbicieli Brontë nie zdziwią liczne aluzje biblijne. Ashwortha mianuje ona szatanem podróżującym w otoczeniu sług (Belzebuba, Beliala, Molocha i Mammona), oprawcę-olbrzyma Goliatem, hulakę zaś synem marnotrawnym.

Warto też przyjrzeć się kobietom. Złośnice i rozpieszczone spadkobierczynie wykraczają poza stereotypy, antagonistki (np. stronnicza nauczycielka) nie nabierają cech karykaturalnych. Piękno nie równa się małostkowości. Choć John nieustannie obraża żonę, jesteśmy dobrej myśli – Sarah stanowi dlań godną przeciwniczkę.

Ciąg dalszy nie nastąpi? Zobaczmy: Brian Herbert poszerzył uniwersum Diuny, Christopher Tolkien zredagował ojcowskie utwory. Tajemnica Edwina Drooda (kryminał bez rozwiązania) doczekała się wielu kontynuacji (również teatralnych, gdzie to widzowie wybierali mordercę). Thomas James ogłosił, że sam Dickens, zmarły przed trzema laty, nakazał mu dopisać brakujące rozdziały, Chesterton natomiast zrelacjonował proces Jaspera, głównego podejrzanego.

Dlaczego – i jak; może szkice powieściowe wymagają odmiennego podejścia – czytamy książki niedokończone? Przewracając kartki, a) wy- i domyślamy (się), współtworzymy tekst, b) naśladujemy detektywa i zbieramy dowody potwierdzające nasze teorie, c) naginamy rzeczywistość na korzyść ulubionych bohaterów. Co tam prawdopodobieństwo! Kierujemy się uczuciami, ślepi niczym przypadek. Autorki już nie ma. A gdy autorki nie ma, czytelniczki harcują.

Charlotte Brontë, Niedokończone opowieści, s. 240, Wydawnictwo MG, Warszawa 2014

40 komentarzy:

  1. Czytałam ,,Wichrowe wzgórza" siostry Charliotte i od jakiegoś czasu przyglądam się pozycjom samej Charlotte.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem bardzo ciekawa tej książki :) Mam ją na swojej liście i teraz tylko czeka na swoją kolej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Własnie czytałam po ang. Wichrowe Wzgórza i chetnie sięgnęłabym i po to. Perełka w kolekcji byłaby niezła ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam jeszcze nigdy takiej niedokończonej książki. Chętnie przeczytałabym zarówno "Niedokończone opowieści", jak i "Tajemnicę Edwina Drooda" :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba wstyd się przyznać, że jeszcze nic Charlotte Bronte nie czytałam :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam mieszane uczucia co do książek niedokończonych... Żal przede wszystkim, że autorce się nie udało. I zastanawiam się czy pozycja nie jest wydana na siłę... Ale sporo recenzji tej książki, świadczy z kolei, że jednak wielbicielki Charlotte Bronte tej książki potrzebują...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Co rozumiesz przez "wydana na siłę" - niezredagowane notatki, brak fabuły, chaos? Kiedy otworzyłam "Niedokończone opowieści", trochę się przestraszyłam ogromnej czcionki, reklam i tych urywków. Niesłusznie, jak się okazało. :)

      2. No właśnie, wielbicielki. Czy tylko one czytają książki niedokończone, czy nie ma odbiorców, którzy wymyślają, choćby dla zabawy, ciąg dalszy? Tak się zastanawiam. ;)

      Usuń
    2. "Wydana na siłę" - rzeczywiście może użyłam niewłaściwego wyrażenia. Z pewnością to ryzykowne przedsięwzięcie. Potrzebne wielbicielom takiego pisarza i trochę "ciekawostka". Cieszę się, że ten eksperyment akurat się powiódł. Szczerze mówiąc nie zastanawiałam się nad takim aspektem książki. Żeby przeczytać, by na przykład inaczej ułożyć zakończenie... Być może jestem zbyt konwencjonalnym czytelnikiem.

      Usuń
    3. Też mam podobne wątpliwości do Oli, a z drugiej strony wiem, że są autorzy, których nawet niedokończone książki brałabym w ciemno :) Na pewno jest to ciekawe doświadczenie, z którym warto się zmierzyć :)

      Usuń
  7. Mam w planie zapoznanie się z ta książką, ale nim zajmę się niedokończonymi historiami, najpierw chcę poznać Jane Eyre.

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwierzysz, że jeszcze ani jednej z tych jej książek nie czytałam? Aż się boję za nie zabrać ;), bo a nuż mi się ten styl całkiem nie spodoba, a w internecie takie grono fanów tych powieści ;).

    OdpowiedzUsuń
  9. Książka mi się marzy. A Ty piszesz tak, że czytelnik biegnie za tekstem, bo się boi, że coś mu umknie:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zachwycałam się "Jane Eyre", wzruszyłam na "Villette", "Shirley" i "Profesor" już czekają na czytniku, a teraz jeszcze widzę, że muszę zapolować na "Niedokończone opowieści" - pięknie napisane, jak zwykle aż wciągnęło mnie w Twój tekst :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A mnie ciekawi czy ktoś dokończy czwarty tom trylogii Millenium, która oczywiście wtedy trylogią być przestanie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudowne zdjęcie, jestem zachwycony.
    Jeżeli chodzi o prozę sióstr Bronte, stoczyłem się, jak na razie jedynie z "Wichrowymi Wzgórzami". Po tę pozycję również sięgnę, między innymi dlatego, że tak pięknie polecasz ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. To nie jedyne historie niedokończone. Zawsze mam skrytą nadzieję, że autor dokończy raz rozpoczęte opowieści. Niestety najczęściej okazuje się, że niestety pisarz nie zamierza tego uczynić. A szkoda. W tym przypadku autorka już nie jest w stanie uzupełnić swego dzieła. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
  14. Bronte nie znam, a i opowiadań zbytnio nie lubię. Jak już wielokrotnie pisałam, tę książkę mogłabym kupić co najwyżej dla okładki xD

    OdpowiedzUsuń
  15. Już od dłuższego czasu mam ochotę sięgnąć po twórczość sióstr Bronte, po coś co nie będzie "Wichrowymi wzgórzami" (do których często wracam) i może będzie to właśnie ta książka :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Będe właśnie czytać tę książkę. Zapowiada się niezwykła uczta.

    OdpowiedzUsuń
  17. Jakoś nie mogę przekonać się do tego, by sięgnąć po twórczość sióstr Bronte. Kiedyś próbowałam zmierzyć się z"Wichrowymi wzgórzami", lecz z miernym skutkiem. Jakoś po prostu nie ''odnajduję się'' w klasyce.

    OdpowiedzUsuń
  18. Wydaje mi się, że to książka głównie dla fanów autorki :)) Ja do nich nie należę więc ograniczę się do tych "dokończonych" opowieści ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Tym bardziej mnie zainteresowała ta książka, że zbiera (wybiera) niedokończone opowieści. Niektóre opowieści po prostu muszą zostać w sferze potencjalności, otwierać możliwości, drogi.

    Bardzo ciekawe prezentujesz spostrzeżenia i słuszną (?) konstatację - autorki już nie ma. Opowieści mówią do nas i z nami. Poza autorką.

    Słoneczności~!
    Luiza

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie lubię niedokończonych opowieści. I nie chodzi tylko o te w formie pisemnej. Lubię znać zakończenia... w tym przypadku nie satysfakcjonuje mnie to, że mogę użyć wyobraźni i "dopisać" resztę samodzielnie;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie lubię za bardzo książek niedokończonych, bo wolę jak mi autor narzuca zakończenie :) inaczej tak chodzę i kombinuję jak to się mogło skończyć :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Może i czytając "Robinsona Crusoe" da się na chwilę zapomnieć o głodzie, ale muszę przyznać, że ja uwielbiam lektury z rozbudowanym wątkiem kulinarnym, a te z pewnością na pusty brzuszek nie pomogą. :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Jeśli miałabym możliwość wyboru, to wolę zakończone historie, ale otwarte mobilizują wyobraźnię i można je wiele razy zmienić.

    OdpowiedzUsuń
  24. Mam te historie na półce, czekają na moje harce.

    "Dlaczego – i jak; może szkice powieściowe wymagają odmiennego podejścia – czytamy książki niedokończone? Przewracając kartki, a) wy- i domyślamy (się), współtworzymy tekst, b) naśladujemy detektywa i zbieramy dowody potwierdzające nasze teorie, c) naginamy rzeczywistość na korzyść ulubionych bohaterów. Co tam prawdopodobieństwo! Kierujemy się uczuciami, ślepi niczym przypadek. Autorki już nie ma. A gdy autorki nie ma, czytelniczki harcują." - cudownie ujęte!

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja nie przepadam za niedokończonymi historiami, ponieważ lubię wiedzieć co się stało, lub jak potoczyły się dalsze losy bohaterów. Bez takiego zakończenia książka często jest niekompletna, odczuwa się silny niedosyt i często taka pozycja zyskuje niższą (niż powinna) ocenę. Są jednak książki, które NIE MOGĄ być opowiedziane do końca, bo to z kolei zabije jej ideę.

    OdpowiedzUsuń
  26. zdjęcie skradło moje serce, podobnie jak tekst, choć co do samej autorki to nie jestem przekonana nie lubię tego nurtu w literaturze! Chciałam także poinformować, iż przeniosłam się na własną domenę: okiemMK.com i dodałam Ciebie do odwiedzanych blogów, by nic mi nie umknęło.
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  27. Bardzo ładne zdjęcie, w ciekawym, jesiennym świetne pokazuje książkę. :) Wydaje mi się, że skądś ją kojarzę... Na pewno znam autorkę, coś mi mówi nazwisko Bronte. Książka wydaje się ciekawa. Mam już tyle pozycji nadających się do czytania dzięki Twojemu blogowi, że chyba w końcu muszę się za to zabrać. Chociaż jak na razie nic nie jestem w stanie pogodzić ze szkołą. Takim 'optymistycznym' akcentem zakończę.
    Pozdrawiam. ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Swietnie opisalas ksiazke, zachecasz bardzo mocno przynajmniej mnie do zakupu. Ostatmio zupelnie nie mam czasu na czytanie, pozostaly mi lektury. Teraz na liscie mam Kamienie na Szaniec mam nadzieje ze podolam :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Świetny tekst! Inspirujący wręcz!

    OdpowiedzUsuń
  30. Z wielką ochotą przeczytam tę książkę. Sporo było o niej w blogosferze, a Twoja opinia dodatkowo mnie upewniła, że warto po nią sięgnąć.
    A przy okazji zapraszam na konkurs.
    http://monweg.blog.onet.pl/2014/11/12/konkurs-200-000-i-szansa-na-dwie-ksiazki/

    OdpowiedzUsuń
  31. Przyznam się po raz kolejny, że nie słyszałam o tych książkach. Jednakże sądzę, że powinno się dokończyć historię. No chyba, że to dokończenie może wszystko zepsuć... ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja bym bardzo nie chciała, by ktoś dopisywać dalszy ciąg. Z tego nigdy nic dobrego nie wychodzi. Przykładem może być kontynuacja Przeminęło z wiatrem.
    A książkę mam w planach, gdyż Bronte uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  33. Fajnie opisałaś książkę, ale wygląda na to, że to nie moja bajka

    OdpowiedzUsuń
  34. Książka nie w moim stylu, ale dynia świetna;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Zdjęcie naprawdę super, ale książka to już nie moja bajka. ; )

    OdpowiedzUsuń
  36. Dziękuję (z opóźnieniem, za co przepraszam) wszystkim czytelni(cz)kom! :) Tak, okładka jest ładna. Tak, popularność danej pozycji/autorki wzmaga obawy przed lekturą. Nie, myślę, że (o)powieści niedokończone stanowią nie tylko ciekawostkę dla fanów i/lub literaturoznawców, ale i wyzwanie rzucone pozostałym odbiorcom.

    OdpowiedzUsuń
  37. Mam w książkę w planach, jak zresztą resztę książek Bronte. Wstyd się przyznać, że jeszcze nie znam ich twórczości ;)

    OdpowiedzUsuń